| |
|
|
|
Biesy-The Possessed - wg Fiodora Dostojewskiego
Czas trwania 210
min
z 2 przerwami |
|
OBSADA |
OPINIE
|
MULTIMEDIA |
BILETY |
POWRÓT |
|
|
| |
|
|
|
|
|
| |
Spektakl wieńczy jubileuszowy sezon STU
Rosyjską prowincję u schyłku XIX wieku ogarniają idee terroryzmu i nihilizmu. Słychać już wystrzały nadchodzącej Rewolucji. Potomek arystokratycznego rodu Mikołaj Wsiewołodowicz Stawrogin jest opętany, prześladuje go widmo zgwałconej dziewczynki. Zwraca się o pomoc do egzorcysty…
„Biesy” według Fiodora Dostojewskiego w adaptacji Krzysztofa Jasińskiego łączą elementy misterium i współczesnego dreszczowca. Wejdziemy w świat tajnych sprzysiężeń i wykwintnych salonów, pełnych pięknych kobiet. To głęboko metafizyczne przedstawienie, przepojone atmosferą grozy, ale wyposażone w dużą dawkę komizmu.
W spektaklu zobaczymy grupę znakomitych aktorów, poza teatrem znanych również z produkcji telewizyjnych i filmowych. W roli głównej wystąpi Radosław Krzyżowski. Publiczność Teatru STU dobrze pamięta jego kreację w „Hamlecie”. Za tę właśnie rolę aktor otrzymał prestiżową nagrodę Ludwika 2000. Radosław Krzyżowski znany jest też widzom serialu „Na dobre i na złe”. W „Biesach” wystąpią również: Anna Tomaszewska, Maja Barełkowska, Krzysztof Globisz i Jerzy Święch – wybitni aktorzy teatralni. Zobaczymy także Dariusza Gnatowskiego - jednego z najbardziej lubianych i rozpoznawalnych aktorów w Polsce, Beatę Rybotycką - aktorkę Teatru STU i pieśniarkę Piwnicy Pod Baranami oraz Urszulę Grabowską-Ochalik (znaną z filmu „Świadek koronny” i z „Na dobre i na złe”), Grzegorza Mielczarka, i Annę Cieślak („Dlaczego nie”, „Na dobre i na złe”). Oprócz nich pojawi się również grupa obiecujących młodych aktorów, którzy być może właśnie dzięki „Biesom” zyskają sympatię i uznanie publiczności.
Pełna zaskakujących efektów specjalnych scenografia, uruchamiająca wyobraźnię widza, to atut tego przedstawienia, a występujący na żywo cerkiewny chór „Woskresinnia” z Ukrainy nadaje mu wymiar duchowego przeżycia.
At the turn of the 19th century, the Russian provinces are engulfed by ideas of terrorism and nihilism. The cannon fire of the approaching revolution can already be heard. The heir of an ancient family, Nicolas Vsevolodovich Stavrogin, is possessed. Haunted by the spectre of a little girl he violated, he turns to an exorcist for assistance…
Fyodor Dostoevsky’s The Possessed (Biesy), adapted by Krzysztof Jasiński, combines elements of medieval mystery plays with the contemporary thriller. We enter a world of secret conspiracies and refined salons overflowing with beautiful women. It is a deeply metaphysical production, pervaded by an atmosphere of horror and yet blessed with a powerful comic touch.
The eminent actors gracing the stage are known, besides their theatrical roles, also from television and film productions. The main role is performed by Radosław Krzyżowski, whom the patrons of the STU Theatre remember well from Hamlet, the role that won him the prestigious Ludwik 2000 award. Krzyżowski is known too to enthusiasts of Na dobre i na złe. The cast of The Possessed also includes eminent theatrical actors: Anna Tomaszewska, Maja Barełkowska, Krzysztof Globisz and Jerzy Święch. We will also see Dariusz Gnatowski – one of the most liked and recognisable actors in Poland, Beata Rybotycka – an actress of the STU Theatre and singer of the Piwnica Pod Baranami cabaret, and Urszula Grabowska-Ochalik – known from the film Świadek koronny and Na dobre i na złe, Grzegorz Mielczarek and Anna Cieślak (Dlaczego nie, Na dobre i na złe). Performing on stage beside them is a group of young, promising actors: maybe it will be their appearance in The Possessed that will win them the love and recognition of the audience.
A decided forte of the play is the art direction, featuring special effects that will take the audience by surprise, and guaranteed to capture their imagination; the presence of the Vosskresenye Orthodox Church Choir from Ukraine performing live, meanwhile, bestows the play with the dimension of a spiritual experience. Why not come and see for yourself!
|
|
| |
Przekład: |
Tadeusz Zagórski, Zbigniew Podgórzec |
|
| |
Adaptacja i reżyseria: |
Krzysztof Jasiński |
|
| |
Dekoracje: |
Maciej Rybicki |
|
| |
Kostiumy: |
Dorota Ogonowska |
|
| |
Obsada: |
Mikołaj Stawrogin – Radosław Krzyżowski
Piotr Wierchowieński – Grzegorz Mielczarek/Krzysztof Piątkowski
Barbara Stawrogin – Anna Tomaszewska/ Maja Barełkowska
Stiepan Wierchowieński – Krzysztof Globisz/Jerzy Święch/Marek Litewka
Lizawieta Tuszyn – Urszula Grabowska-Ochalik/Anna Cieślak
Daria Szatow – Dominika Figurska/Karolina Gorczyca/Karolina Chapko
Iwan Szatow – Robert Koszucki/Adam Szarek
Maria Lebiadkin – Beata Rybotycka/Agnieszka Marek
Kapitan Ignacy Lebiadkin – Dariusz Gnatowski/Dariusz Starczewski
Siergiej Liputin – Krzysztof Pluskota/Dominik Nowak
Aleksy Kiriłłow – Marcin Kalisz/Marcin Zacharzewski
Tichon – Andrzej Róg/Jerzy Nowak
Chłopiec cerkiewny - Nazariy Tarasenko/ Maciej Rumian
Ukraiński Chór Woskresinnia pod dyrekcją Aleksandra Tarasenko
|
|
| |
Zrealizowano przy pomocy finansowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
|
|
| |
"Kup ołowianego rycerzyka"
Chodzi jak pop co się skrada do dziwek nocą. Troskliwym krokiem myszy. Zawsze tak i zawsze na palcach, maniacko trzymając obcasy centymetr nad brukiem. Stukot zelówki gotów zbudzić sytych, a tego Piotr Wierchowieński za nic by nie chciał. W "Biesach", które na kanwie czarnego arcydzieła Fiodora Dostojewskiego Krzysztof Jasiński napisał i w Teatrze Scena STU pokazał, nie słyszałem kroków młodego Wierchowieńskiego. Jeśli już, to tylko szmer.
Nie słyszałem żeliwnego stukotu zelówek łysego biesa, co uwierzył w pustkę po Bogu i marność wieczności, tak jak nie usłyszałem stukotu ideologii poprzedzającej uparte marszruty łysego biesa. Grany przez Grzegorza Mielczarka młody Wierchowieński to sedno "Biesów" Jasińskiego. Tu bowiem nic, nikt nie jest po to, by niedelikatnie odpowiadać na uczone pytanie: o czym traktuje całość, zwłaszcza jak ona jawi się nam dziś? Tu wszystko, każdy jest po to, by tylko być tym, czym jest, tym, kim jest. Cala ideologia, pełny sens Mielczarka-Wierchowieńskiego nie wyprzedza go, nie depcze mu po piętach ani też nie frunie nad głową. Nie. Cała ideologia, pełny sens Mielczarka-Wierchowieńskiego - to jego troskliwy krok myszy.
Siedemset bitych stron czarnego arcydzieła Dostojewskiego łatwo, żałośnie łatwiuteńko jest użyć - instrumentalnie, w jakiejś ważkiej, najlepiej parzącej sprawie. Łatwiuteńko - zwłaszcza u nas dziś - dać ludziom sceniczny banał o walce pokoleń (Stiepan Wierchowieński kontra Piotr Wierchowieński), oczarować ich agitką antyrewolucyjną (smętne losy spiskującego kółka: Szatow, Liputin, Kiryłow), wreszcie - wstrząsnąć wizją miłości potworniejącej w miastach pełnych martwego Boga (Stawrogin, młody Wierchowieński, Maria Lebiadkin, Lizawieta, Daria). Jasiński - inaczej.
Nie wkracza na lepkie bagna interpretacji aktualizujących stare historie. Zostaje przy powieści, przy "Biesach" - przy smakach, barwach, fakturach, ciepłotach i chłodach napisanego świata. Nad sceną w STU nie wisi żadna porządkująca całość teza. Jasiński nie filozofuje, nie ideologizuje, nie uogólnia. On, jak chciał mistrz Swinarski, wbija idee Dostojewskiego - na powrót w ciało.
W ciemną doskonałość Stawrogina (Radosław Krzyżowski) - pana przerażająco obojętnego na wszelkie, cudze i swoje skoki serca, pana, co ma szron w płucach. W kruchość alabastrowej Lizawiety (Urszula Grabowska-Ochalik), która kocha chłód słów w ustach Stawrogina. W bezradne furie maleńkiej Barbary Pietrowny (Anna Tomaszewska). W nieskazitelność Dani (Karolina Gorczyca). W bladą ułomność Marii Lebiadkin, której szaleństwa i ból Beata Rybotycka odmalowała z delikatnością rzadko w teatrze spotykaną. Wreszcie - w mikrą powłokę Piotra Wierchowieńskiego... Wystarczy?
Tak, mimo odpustowych gadżetów inscenizacyjnych, do których Jasiński od dziecka czuje kłopotliwą dla mnie miętę, mimo światełek czasem zanadto papuzich, mimo lekkiego nadmiaru skądinąd fenomenalnie pieśni cerkiewne na żywo śpiewającego Chóru Woskresinnia, mimo nieszczęsnych świń z gipsu, co je w finale stary Wierchowieński (Jerzy Święeh) drewnianą lagą rozbija - cztery godziny opowieści swej Jasiński zmienia w seans bolesny, gdyż Mielczarek do dna pojął jad fraz Dostojewskiego.
Otóż dożylny jest Mielczarek-Wierchowieński, dożylny jak akapity "Biesów". I nie daje spokoju, ale nic barokowymi nadmiarami swego zła. Odwrotnie! Bies ten mikry i łysy, co planuje świat rozgnieść niczym wesz, bo uwierzy! w pustkę po Bogu i marność wieczności, po skazanym przez siebie świecie - po scenie Jasińskiego - chodzi jak pop, który się skrada do dziwek nocą. Troskliwym krokiem myszy. Cala bezlitosna potworność opowieści Jasińskiego w tym, że Wierchowieński Mielczarka skrada się - lecz wcale nie z lęku przed zdemaskowaniem, nie ze wstydu, nie z bojaźni przed wyrokami Pana Niebieskiego. On skrada się, bo jest dobrze wychowany.
Grzeczny bies! Mama, jakaś mama kazała mu być dla bliźnich miłym, uśmiechniętym, przyzwoitym i zawsze mówić: dziękuję, przepraszam, proszę, dzień dobry oraz do widzenia. Chcesz mu kupić watę cukrową? Śmiało, kup mu watę cukrową. On nie gryzie. On się skrada nie po to, by się ukryć. On się skrada, by cię nie krępować. Bies-prymus. Bies-Francja elegancja. Bies-balsam.
Obojętne, jakie idee, jakie filozoficzno-literackie koncepty wiszą nad Piotrem Wierchowieńskim. Obojętne, bo i tak są bezsilne, gdy Mielczarek idzie przez świat Jasińskiego. Idzie na palcach, szurając lekko. Sunie. Jest tak, jakby na ścieżkach skazanego miasta wypatrywał dla swych butów mchów bądź dywanów z wełny. Wybiera tylko cieniste strony ulic i korytarzy. Zawsze pokornie schodzi z drogi ludziom sytym krzepką wiarą w nieobalalne wyroki boskie...
Wszystko pięknie i milo, tylko że tam, pod skórą młodego Wierchowieńskiego, pod powiekami, po drugiej stronie zębów - krążą ciemności już nie do zatrzymania. Da się je wyczuć w każdej minucie, przy każdym wejściu, przy każdym wyjściu. Na tym polega znakomitość Mielczarka. A zaraz, w zawrotnym monologu o rychłym rewolucyjnym dławieniu świata - ciemności wstąpią w powietrze, wstąpią, by po chwili wrócić pod skórę biesa. Jeszcze nie czas? Nie. Bies jeszcze musi poczekać. Jest cierpliwy. Znów więc rusza i id2ie. Znów słychać szmer troskliwych kroków myszy. Tak, kup mu watę cukrową albo ołowianego rycerzyka. Kup lekko. I tak nic ci to nie pomoże.
Paweł Głowacki "Dziennik Polski"
|
|
| |
Spowiedź Stawrogina
Pusta scena, w oddali wybrzmiewa śpiew ukraińskiego chóru Woskresinnia. Stawrogin Radosława Krzyżowskiego patrzy przed siebie pustym, wypalonym wzrokiem. Za chwilę jego chłodny niczym stal głos przetnie gęste powietrze. Spokojnie, bez ekscytacji, opowie o tym, co zdarzyło się w małym mieszkaniu, w którym na krzesełku siedziała dziesięcioletnia dziewczynka. Opowie o jej ufności, uśmiechu i tym, co było dalej, a o czym normalnie aż strach myśleć. Ale Stawrogin o tym mówi, bez pośpiechu opowiada historię zgwałconej dziewczynki, której niewinność kazała zawisnąć na sznurze. Bies siedzący w Stawroginie każe mu wypowiedzieć każde słowo do końca, wyakcentować każdą zgłoskę, tak by doszła do pogrążonej w milczeniu, przerażonej widowni.
Oglądając "Biesy" Fiodora Dostojewskiego, na podstawie których Krzysztof Jasiński przygotował w.Teatrze STU kilkugodzinne przedstawienie, wróciła mi wiara w teatr, w jego silę, która sprawiła, że siedziałam przybita do fotela, a po plecach przechodziły mi ciarki. Działo się tak nie tylko podczas monologu Krzyżowskiego. Działo się tak, gdy na scenie pojawiał się jedyny, niepowtarzalny bies Wierchowieńskiego. Grający go Grzegorz Mielczarek stąpał cicho po scenicznych deskach, skradając się powoli, z ugrzecznionym, przyklejonym do ust uśmiechem, który pozorował tylko dobre wychowanie. Bowiem pod tą słodką, lepką powłoką krył się prawdziwy, gotowy w każdej chwili zaatakować bies gigant, bies, który na razie podwinął swój ogon, ale przyczajony szykuje się cały czas do skoku.
Ale spektakl Jasińskiego to nie tylko wielkie monologi. To również bardzo atrakcyjna warstwa obyczajowa, w której rozgrywają się prawdziwe dramaty. To znakomita Anna Tomaszewska jako Barbara Stawrogin, tłumacząca swojej podopiecznej, jakim szczęściem jest dla niej małżeństwo ze starcem. To świetna Beata Rybotycka jako Maria Lebiadkin, oszalała z miłości kobieta, którą biesy wykończyły nie tylko psychicznie, ale i fizycznie.
Przedstawienie w STU balansuje między ascetyzmem kluczowych dla tekstu scen, a atrakcyjną wizualnie częścią widowiska. Nie można bowiem oprzeć się urodzie scen miłosnych między piękną Lizawietą (Urszula Grabowska-Ochalik) a Stawroginem, który w ich trakcie walczy ze swoimi biesami. Nie można oprzeć się czarowi wykonywanej na żywo cerkiewnej muzyki i delikatnie rzeźbiących przestrzeń świateł, które ustawił Grzegorz Marczak.
Dawno nie widziałam spektaklu, który wywarłby na mnie takie wrażenie. Dawno nikt nie opowiedział w sposób tak jasny i klarowny o rzeczach najistotniejszych, z którymi każdy prędzej czy później musi się zmierzyć. Bo mniejsze lub większe biesy otaczają nas na każdym kroku. Czasem wyskakując z naszej własnej głowy. Spektakl Jasińskiego pomaga nam to sobie uświadomić.
Magda Huzarska-Szumiec "Gazeta Krakowska"
|
|
| |
Zło opisane w "Biesach" okazało się atrakcyjne na scenie
Czy dziś, gdy świat zalewa fala terroryzmu, opis metod działania grupki anarchistów siejących zamęt w przedrewolucyjnej Rosji może budzić emocje?
Rosyjski pisarz dał w "Biesach" obraz świata drugiej połowy XIX wieku. Niedoskonałości usiłuje "wyprostować" grupa spiskowców metodami dalekimi od cywilizacyjnych standardów - najbardziej nikczemnymi, bestialskimi - zatracając kontrolę nad własnymi popędami.
Dostojewski, wnikliwy analityk ludzkich dusz, nie pisał dla teatru. W prozie powieściowej stworzył jednak tak wyraziste, zróżnicowane i głęboko umotywowane psychologicznie postacie, że wprost kuszą, by je przenieść na scenę.
"Biesy" Jasińskiego zachowują główne wątki epickiego opisu. W dusznym klimacie schyłkowych dekad rosyjskiej monarchii zderzają się ze sobą straceńcze koncepcje młodych radykałów, mających za złe ustępującemu pokoleniu, nierzadko rodzicom, pustosłowie, pięknoduchostwo i wikłanie się w wypaczające charaktery majątkowe zależności.
Są tu sceny olśniewające, jak brawurowe starcie władczej Barbary Stawrogin z duchowo i finansowo ubezwłasnowolnionym przez nią Stiepanem Wierchowieńskim, kiedy to sonduje stan jego uczuć, szantażując go wizją małżeństwa ze swą młodziutką wychowanicą Darią. Anna Tomaszewska i Jerzy Święch - ona despotyczna, on komicznie pogubiony - dają popis aktorstwa szlachetnej próby.
Radosław Krzyżowski w głównej roli Mikołaja Stawrogina znakomicie gra cynika, któremu coraz dotkliwiej doskwiera świadomość, że czynienie zła - gdy pozostaje bezkarne - jest jałową czynnością. Wciąż więc kusi los. Ciekawie wypadły zwłaszcza sceny jego duchowego pojedynku z ascetycznym mnichem Tichonem, doskonale uosabianym przez Andrzeja Roga.
Los nieszczęsnej Marii Lebiadkin z wyczuciem oddała Beata Rybotycka. Światek demoniczno-zmysłowych kobiet modliszek reprezentowała Liza w wykonaniu Urszuli Grabowskiej-Ochalik, a zdeklarowanych łajdaków - młody Piotr Wierchowieński w brawurowej interpretacji Grzegorza Mielczarka.
I chociaż pewne rozwiązania Jasińskiego raziły natrętną symboliką -np. lalki na stryczkach mógł sobie darować - i tak jego "Biesy" mogą uwieść widza. Także pięknem wykonywanych na żywo, wielogłosowych pieśni Ukraińskiego Chóru Woskriesinnia pod dyrekcją Aleksandra Tarasenki.
Janusz Kowalczyk "Rzeczpospolita"
|
|
|